“Do momentu pogrzebu chodziłam cały czas otumaniona i nafaszerowana lekami, aby nie czuć bólu, który rozrywał mi klatkę piersiową. Moja świadomość w końcu nie miała nic wspólnego z powłoką cielesną, na której odczuwamy fizyczny ból.”
– Agnieszka Matuszak „Wojownik Światła”
Tak to zapamiętałam. I tak czuję dziś, gdy słyszę od innych: „Nie wiem, co się ze mną dzieje. Chodzę, funkcjonuję, uśmiecham się… ale mnie tam nie ma.” To poczucie bycia nieobecnym w własnym życiu, odłączenia od siebie, jest trudne do opisania – ciało wypełnia obowiązki, wykonuje ruchy, a dusza pozostaje w ciszy. Jednak właśnie z tej ciszy, z tego stanu odrętwienia, można zacząć powolny powrót do siebie. Przez łzy, oddech i świadome bycie w tu i teraz.
Agnieszka Matuszak „Wojownik Światła” : Kiedy ciało funkcjonuje, a dusza milczy
Czasami ciało staje się tylko powłoką, po której poruszają się nasze obowiązki, praca i codzienne rytuały. A dusza leży w ciszy, odłączona od tego, co kiedyś czuła. To nie jest zwykły smutek, jak mówi fragment:
“Czasem to nie jest smutek. To odłączenie.”
– Agnieszka Matuszak „Wojownik Światła”
To stan, w którym człowiek „funkcjonuje”, ale nie żyje w pełni. Odrętwienie po stracie może dotyczyć nie tylko śmierci, ale też rozstania, zdrady, zawodu czy nagłych zmian, które odbierają grunt pod nogami. Ciało wykonuje czynności automatycznie, a emocje zostają zablokowane. Czasem znieczulamy się lekami, czasem działaniem, czasem odruchowym „muszę”, żeby przetrwać kolejny dzień.
Znieczulenie, które chroni
To odrętwienie jest przerażająco puste, a jednocześnie chroni przed bólem, który wydaje się nie do zniesienia, przed uczuciem, że serce może pęknąć w każdej chwili. W takich momentach nie jesteśmy w stanie czuć, a każda emocja wydaje się zbyt intensywna, zbyt bolesna. Bo czucie mogłoby nas złamać. To naturalny mechanizm obronny, który pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile i nie zatracić się całkowicie w cierpieniu.
Jednak w tym ochronnym odrętwieniu kryje się także poczucie izolacji i zagubienia. Czujemy się jakbyśmy byli obserwatorem własnego życia, a nie jego uczestnikiem. Każdy uśmiech, każda rozmowa, każda rutynowa czynność stają się automatyczne, mechaniczne, bez udziału prawdziwej obecności. Pojawia się poczucie, że nikt nie widzi naszej prawdziwej, wewnętrznej pustki, że nikt nie rozumie, jak bardzo jesteśmy odłączeni od siebie i swoich emocji.
To właśnie w tym stanie pojawia się subtelna, wewnętrzna potrzeba powolnego powrotu do siebie, krok po kroku, przez ciało, łzy, ciszę i oddech. Choć odrętwienie chroni nas przed bólem, może stać się też sygnałem, że dusza gotowa jest na delikatne otwarcie i odzyskanie kontaktu z własnym wnętrzem.

Agnieszka Matuszak „Wojownik Światła” : Powolny powrót do siebie
Powoli, krok po kroku, można wracać do siebie. Poprzez ciało, poprzez łzy, poprzez ciszę. Oddech staje się mostem między tym, co odłączone, a tym, co w nas prawdziwe. Każda łza, każdy świadomy oddech pozwala odczuć choć odrobinę życia w sobie, choćby przez moment poczuć, że znów jesteśmy obecni w swoim własnym świecie. To subtelne przypomnienie, że nasza wrażliwość i emocje są częścią nas, nawet jeśli wcześniej zostały stłumione przez ból lub strach.
Małe, codzienne rytuały stają się kotwicą w powrocie do siebie. Spacer w ciszy, wsłuchanie się w rytm własnego oddechu, rozluźnienie ramion, zapisanie uczuć w dzienniku. Czasem po prostu pozwolenie sobie na bezradność i przyzwolenie na bycie tu i teraz. Każda z tych drobnych praktyk to krok w kierunku odzyskania kontaktu z własnym wnętrzem, z własną duszą.
Powolne wracanie do siebie wymaga cierpliwości, łagodności i szacunku dla własnego tempa. Nie trzeba nic przyspieszać, niczego wymuszać. Każdy drobny krok jest prawdziwym powrotem do siebie. Z każdym oddechem i każdym uczuciem odradza się nasze poczucie własnej obecności i życia. To proces delikatny, subtelny, ale niezwykle ważny – bo to właśnie w nim rodzi się siła, spokój i poczucie bycia naprawdę sobą.
Krok w stronę własnej obecności
Może jesteś teraz w takim momencie. A może właśnie z niego wychodzisz. Jeśli to znasz – nie jesteś w tym sama.
Są sposoby, by odzyskać kontakt z własnym wnętrzem. Krok po kroku. Oddech po oddechu. Powoli, delikatnie, bez presji. Pozwól sobie na bycie tu i teraz, na odczuwanie, na otwieranie serca. Każda chwila, każdy drobny gest wobec siebie to element uzdrawiania.
W tym procesie odkrywasz, że siła nie polega na szybkim działaniu, lecz na świadomym byciu. To przestrzeń, w której możesz zauważyć swoje emocje, przytulić je w ciszy i pozwolić im przepłynąć. W tym odkrywaniu tkwi prawdziwa moc, spokój i poczucie, że znów jesteś obecna w swoim życiu. To właśnie droga, którą w książce „Wojownik Światła” opisuję jako sztukę wracania do siebie – wrażliwie, uważnie, z odwagą serca.
